Mam temat do osób, które już tłumaczyły wierzycielom takie sezonowe koszty w gospodarstwie. Trzymam część warzyw w chłodni, bo jak postoją bez chłodzenia, to odbiorca od razu zaczyna kręcić nosem przy cenie. W tym miesiącu odbiór się przesunął, chłodnia chodziła prawie cały czas i rachunek za prąd wyszedł dużo wyższy niż zwykle. Za kilka dni mam ratę, a po opłaceniu prądu zabraknie mi do pełnej kwoty. Nie chcę robić żadnych sztuczek, tylko pokazać, że to nie jest zwykły domowy rachunek, tylko koszt, bez którego towar może stracić wartość. Licznik mamy wspólny, więc nie mam idealnego rozbicia, ale wiem, kiedy chłodnia pracowała i ile mniej więcej było w niej towaru. Jak to u was przyjmowali wierzyciele? Wysyłaliście sam rachunek, czy dokładaliście opis z terminem sprzedaży i spodziewanym wpływem?