Jestem już po ogłoszeniu upadłości i liczę teraz każdy większy wydatek. Wczoraj padła mi dwunastoletnia lodówka: przestała chłodzić, a rzeczy z zamrażalnika zaczęły puszczać. Rano był serwisant. Zostawił na kartce wycenę 700–800 zł, zależnie od części, ale sam powiedział, że przy takim wieku sprzętu naprawa może nie mieć sensu. Najprostsza nowa to około 1200 zł, używaną znalazłam za 500 zł od osoby prywatnej. Jeszcze nic nie kupiłam. Nie chodzi mi o żaden lepszy model, po prostu muszę mieć gdzie trzymać jedzenie. Co zostawialiście w podobnej sytuacji: wycenę, nawet jeśli naprawy nie było, czy paragon albo fakturę po zakupie? I jak potwierdzaliście zakup używanej lodówki, jeśli sprzedający nie wystawia paragonu?