Mam małą firmę usługową, w praktyce ja i jedna osoba na część etatu. Przez słabszy początek roku i dwa przelewy od klientów, które przyszły dużo po terminie, zrobiła mi się zaległość w ZUS. To jeszcze nie jest jakaś ogromna kwota, ale już na tyle duża, że przestałem spać spokojnie. Nie chcę zamykać działalności, bo zlecenia są i firma normalnie ma sens. Tylko płynność mi siadła i ciągle gaszę coś z bieżących wpływów. Najbardziej boję się tego, że jak zacznę rozmowę o ratach, to wyjdzie miesięczna kwota, której nie pociągnę razem z bieżącymi składkami, czynszem, paliwem i wypłatą. Ktoś z was dogadywał zaległy ZUS w małej firmie i dalej działał? Interesuje mnie bardziej praktyka niż teoria: kiedy zaczęliście rozmawiać, czy dało się ustawić raty na normalnym poziomie i na co uważać, żeby samemu nie obiecać za dużo.