Prowadzę małą firmę usługową i coraz bardziej widzę, że na samych kwotach z faktur trudno cokolwiek wytłumaczyć wierzycielom. Zlecenia mam, tylko pieniądze wpływają bardzo nierówno. Raz wpadną trzy mniejsze faktury w jednym tygodniu, potem dwa tygodnie ciszy, bo klient przeciąga odbiór albo termin płatności. Podwykonawców muszę opłacić wcześniej, bo inaczej nie mam jak ruszyć następnego zlecenia, a stałe koszty też nie poczekają. Wierzyciele chcą prostych, równych rat, a ja się boję podpisać coś, co wytrzyma tylko do pierwszego opóźnionego przelewu. Przygotowuję się do rozmów przed restrukturyzacją firmy i chcę pokazać realne przepływy, nie najlepszy miesiąc wyjęty z kontekstu. Jak u was wyglądało przekonywanie wierzycieli do rat przy takich nierównych wpływach? Pokazywaliście średnią, najgorszy miesiąc, prognozę faktur, czy jeszcze inaczej to rozpisaliście?