Mam małą firmę usługową i od kilku tygodni próbuję układać rozmowy z wierzycielami, bo stare faktury zaczęły mi się mieszać z bieżącymi kosztami. Trafiło się nowe zlecenie, całkiem realne i na już, tylko muszę najpierw kupić materiał za kilka tysięcy. Klient płaci po odbiorze, a wolnej gotówki praktycznie nie mam, bo wszystko idzie na zaległości i raty. I tu mam problem. Boję się, że wierzyciele zobaczą tylko to, że znowu wydaję pieniądze, zamiast płacić im więcej. Z mojej strony wygląda to inaczej: bez tego materiału nie zrobię zlecenia, a bez zlecenia nie będzie żadnego wpływu. Mam mailowe potwierdzenie zakresu, pro formę od dostawcy i rozpiskę, kiedy mniej więcej byłby odbiór. Umowy jeszcze nie mam podpisanej, zaliczki od klienta też nie. Jak to u was wyglądało przy restrukturyzacji firmy? Wierzyciele uznali zakup materiału pod konkretne zlecenie, czy raczej było podejście, że najpierw rata, a dopiero potem nowe koszty?