Mam gospodarstwo po rodzicach, nieduże, ale zobowiązań nazbierało się więcej, niż jestem w stanie spokojnie ogarnąć po pracy. Bank chce, żebym podał konkretną propozycję, dwóch dostawców dzwoni co kilka dni, a ja mam stare saldo, którego sam nie umiem rozbić na odsetki i koszty. Myślę o doradcy, tylko nie wiem, jaki zakres pomocy ma sens przy gospodarstwie, żeby nie zapłacić za samą rozmowę i potem dalej siedzieć nad wszystkim samemu. Jak to wyglądało u was? Doradca faktycznie pomagał ułożyć listę wierzycieli, realne raty i argumenty do rozmów, czy raczej tylko zerknął w papiery?