Hej, mam trochę stresu i wolę zapytać ludzi, którzy już przez to przeszli. Sąd ogłosił upadłość mojej spółki w zeszłym tygodniu i teraz czekam, aż odezwie się syndyk. Pełnomocnik mówi, żeby zbierać dokumenty i nie panikować, ale wiadomo jak jest. Firma była mała, usługowa, bez dużego majątku, tylko końcówkę łatałem już na bieżąco i mam niezły bałagan w fakturach, umowach, mailach i potwierdzeniach przelewów. Boję się, że ktoś od razu zażąda kompletu rzeczy, których nie znajdę w jeden wieczór. Nie chodzi mi o poradę prawną, bardziej o normalne doświadczenia: czego realnie chcieli od was na początku, a co wyszło dopiero później?