Mam małą firmę usługową, kilka osób na umowach i od dawna korzystaliśmy z limitu w koncie jako takiej poduszki między fakturami. Nie było super, ale dawało się działać, bo wpływy od klientów przychodzą u nas nierówno. W tym tygodniu bank wypowiedział limit i dał nam krótki czas na spłatę. Kwota nie jest jakaś absurdalna jak na firmę, tylko że na dziś jej po prostu nie mam, bo parę należności jeszcze wisi. Najbardziej boję się tego, że jak limit zniknie, to zaczną się schody z bieżącymi przelewami, wypłatami i leasingiem. Mam umówioną rozmowę w banku, ale nie wiem, czy iść tam tylko prosić o aneks, czy już równolegle rozmawiać z kimś od restrukturyzacji firmy. Nie chcę panikować, ale też nie chcę udawać, że samo się ułoży. Czy ktoś z Was zaczynał poważniejsze rozmowy albo restrukturyzację właśnie po wypowiedzeniu limitu w rachunku? Co bank realnie chciał zobaczyć na początku i czy w takim okresie dało się jeszcze normalnie prowadzić firmę?