Mam małą firmę usługową i układam teraz prognozę wpływów pod rozmowy z wierzycielami. Nie chodzi o zaległe faktury, tylko o zlecenia, które już robimy albo mamy prawie domknięte, ale pieniądze wejdą dopiero po odbiorach. Część klientów płaci po zakończeniu etapu, więc na papierze wygląda to tak, jakby teraz nie było z czego płacić wyższych rat, a za dwa-trzy miesiące sytuacja może być dużo lepsza. Boję się tylko wpisać za dużo, żeby później nikt nie powiedział, że sama obiecałam kwoty nie do utrzymania. Jak u was wierzyciele patrzyli na taką prognozę wpływów? Pokazywaliście same podpisane umowy, czy też zlecenia potwierdzone mailowo i harmonogram odbiorów?