Mam małą firmę usługową i od miesiąca robi się naprawdę ciasno. Nie chodzi o jednego wierzyciela, tylko o kilka rozmów naraz. Bank chce nadpłaty zaległości, leasing straszy wypowiedzeniem, a dwóch dostawców dolicza swoje koszty i każdy naciska na inny termin. Wpływy z faktur będą, tylko nierówno, bo dwóch klientów płaci po 30-45 dniach. Najbardziej boję się, że pod presją obiecam raty, których potem nie utrzymam. Próbowałem rozpisać to sam, ale po trzech telefonach mam w głowie bałagan: komu najpierw odpisać, gdzie prosić o rozbicie salda, a gdzie już dawać propozycję. Miał ktoś kilku wierzycieli naraz i brał tylko ograniczoną pomoc, bez prowadzenia całej sprawy? Jaki zakres pomocy realnie przełożył się u was na raty, które dało się płacić?